Zawsze kiedy czytałam książki specjalistów od motywacji,
szczególnie tych zagranicznych zza oceanu, miałam takie wrażenie, że to nie dla
mnie, że to nieosiągalne, jakie tam miliony. Zamiast motywować dołowało i
zniechęcało do działania. Potem trafiłam na kilka osób, które były z Polski i
już zaczęło mi się klarować, że jednak można, że jest realne nawet w naszych
polskich warunkach osiągnąć sukces. Ale ciągle jednak przewijało się to, że te
osoby mają milionowe obroty, albo majątek wart miliony. Nadal nie do końca się z nimi identyfikowałam. Nadal
czułam, że to jakieś nie moje, nie z mojego podwórka.
Aż w końcu doznałam olśnienia, że przecież w gruncie rzeczy to chodzi o osiągnięcie swoich celów, a nie czyichś i te czyjeś wyniki nie powinny mnie przytłaczać, bo to nie moje cele. Wyznaczyłam sobie swoje własne cele, narysowałam mapę myśli z pomysłami na realizację. Zrobiłam też mapę marzeń z wycinków z gazet. Obie te rzeczy rzuciłam gdzieś w kąt i o nich zapomniałam. Ale generalnie to już wiedziałam, co powinnam robić, żeby do celu dojść. Podejmowałam wiele prób, często okazywało się, że pomysły nie przynosiły takich rezultatów o jakie mi chodziło, ale zawsze starałam się wyciągnąć wnioski i nie biadolić, że nie wyszło. Nie dotarłam jeszcze do końca, ale jestem na dobrej drodze, ciągle się uczę i modyfikuję. Mam jednak coraz częściej taki objaw, że jak słucham jakiegoś szkolenia motywacyjnego to odkrywam, że właśnie tak robiłam i dlatego coś mi wyszło. Albo z kolei wyłapuję dlaczego poniosłam porażkę. Nie doszłam do dużego majątku, ani nie zbudowałam imperium, ale mam poczucie bezpieczeństwa finansowego i czuję, że nad tym panuję. W gruncie rzeczy o to mi chodziło.
To co osiągnęłam nie wydaje mi się czymś nadzwyczajnym, ale
z drugiej strony jest wiele osób, które chciałyby nie mieć kredytu
hipotecznego, nie mieć długów, mieć pracę , którą kochają i mieć możliwość
realizacji swoich pasji. Dotarło do mnie, że to co osiągnęłam może być celem
wydającym się innym mało realnym tak jak mnie mało realne wydawało się
zarobienie miliona. Przecież każdy z nas może być na innym etapie swojego
życia. Ja do tego co mam dochodziłam kilkanaście lat.
Dotarło do mnie, że jedyne czego teraz pragnę to zachowania
zdrowia i odrobinę wyższych dochodów, żeby mieć większy luz finansowy w razie nieprzewidzianych
wydatków, albo na drobne szaleństwa. Mam 7 lat do emerytury i nie zamierzam
budować już imperium tym bardziej, że moje dzieci nie pociąga perspektywa
kontynuowania mojego dzieła. Zatem mnie wystarczy, że stworzyłam sobie
stanowisko pracy z stabilnymi dochodami i że mam luz psychiczny i zero presji. Przecież nie każdy musi tworzyć wielkie firmy
zatrudniające mnóstwo ludzi. Wcale mnie
taka perspektywa nie pociąga. To nie mój cel.






